Den Saakaldte – All Hail Pessimism

Wielkimi krokami zbliża się jesień. Słońca jest już coraz mniej, nadchodzi pora krótszych dni, chłodu, słoty i szarości. Są to wręcz idealne warunki, by zasłuchać się w muzyce mroczniejszej, cięższej, depresyjnej, stąd też tematem naszej dzisiejszej dyskusji będzie zespół świetnie wpisujący się w taką konwencję. Den Saakaldte, bo o nim mowa, nie może się pochwalić długą historią, jednak dobrze świadczą o nim nazwy zespołów pojawiających się w biografiach jego muzyków – znajdziemy tam Gorgoroth, Shining, a także Dødheimsgard. Zespół zadebiutował w zeszłym roku mini albumem [sami muzycy traktują go jak demo, pomimo wydania przez wytwórnie płytową i porządnej produkcji] Øl, Mørke Og Depresjon, czyli Piwo, Ciemność i Depresja. Krążek zawierał trzy długie kompozycje i trzy instrumentalne drobiazgi. 35 minut muzyki jest zadziwiająco bogate – poza nieco oldschoolowym black metalem mamy tam trąbkę, fortepian, przez moment nawet akordeon. Poza tym sporo klimatycznych efektów dźwiękowych, budujących nastrój zimna, samotności, głębokiej depresji i… alkoholowego upojenia.
Callahan: Przez ostatnie tygodnie nasza trójka zasłuchiwała się w wydanym w lutym pełnoprawnym albumie All Hail Pessimism. Powiedzcie, jakie odczucia i skojarzenia budzi dziełko piątki Skandynawów przy pierwszych kontaktach?
Artur: Dobra, black metalowa kapela, ale wolę Mayhem. Podoba mi się depresyjny wydźwięk, gitary, fortepian, tekst w języku norweskim, zwłaszcza w obliczu innych kapel, deklarujących niezależność, uwielbienie do tradycji, a używających języka angielskiego. Oczywiście, przesłanie podane w przystępny sposób łatwiej dotrze do odbiorcy, ale to jest ekstremalna muzyka, słuchacz jest niczym, wykłada pieniądze na albumy, utrzymuje zgraję muzyków i na tym kończy się jego rola. Dostajesz to, co chcą twórcy. To nie jest miejsce na negocjacje. Wspaniała rzecz, ale to jedynie pozory, szopka odgrywana na rzecz audiencji. Black metal już dawno zatracił swój początkowy wydźwięk, a szokujący obraz stereotypowych satanistów, porozrzucanych szczątków zwierząt, pentagramów, stał się niczym. Byle popowa gwiazdka bardziej szokuje, niżeli Gorgoroth i goli ludzie rozpięci na krzyżach. Ponoć kapela, zamysł formacji narodził się w czasie pełni i całkowitego alkoholowego upojenia. Jestem skłonny uwierzyć owej legendzie, po kilku głębszym mam podobnego rodzaju pomysły. Ogólnie, ujdzie w tłoku, nie jest to najlepsza kapela, ale nie odrzuca. Klimatyczne granie.
Callahan: Den Saakaldte zainteresowałem się, kiedy na forum poświęconym ostrej muzyce przeczytałem bardzo pochlebną opinię na temat Øl, Mørke Og Depresjon. Demo zrobiło na mnie spore wrażenie, zainteresowało mnie i słuchałem go ze sporą przyjemnością, co dziwiło mnie samego, gdyż ogólnie blacku prawie nie słucham, mało co jest mnie w stanie z tego gatunku zainteresować. All Hail Pessimism słuchałem wiedząc już, czego mogę się spodziewać. Początkowo trochę rozczarowało mnie nieco porządniejsze, czystsze brzmienie, niż na demie, jednak szybko się przyzwyczaiłem. Poza tym album nie od początku podobał mi się cały, niektóre utwory dotarły do mnie po jakimś czasie i chociaż dotąd widzę na płycie słabsze i mocniejsze fragmenty, to jednak polubiłem ją mniej lub bardziej w całości.
Grunniens: Kto się zasłuchiwał, ten się zasłuchiwał. Przesłuchałem tyle razy, aby móc wyrobić sobie o tym albumie opinię, ale nic ponadto. Nie lubię blacku, a ów black z depresyjno-samobójczymi popędami tego nie zmienił. Nie podoba mi się ta płyta i nie podobała się od początku, ale wysiliłem się na wyżyny obiektywizmu – na tyle ile to możliwe u “bajdurzącego amatora” – i dostrzegłem parę pozytywów. Po pierwszym przesłuchaniu wyłowiłem jeden – uspokojenie i partia trąbki w Satans Synder. Coś szlachetnego na tle mrocznej rąbanki i rozstrojonych fortepianów.
Callahan: Teksty utworów zostały napisane po norwesku, z jednym, szwedzkim wyjątkiem. Angielski tytuł płyty miał według Sykeliga, założyciela grupy, ułatwić potencjalnym słuchaczom zorientowanie się z czym mają do czynienia trafiając na ten krążek. Twardy, szorstki język Skandynawów z pewnością jest nieodłączną częścią muzyki, trudno sobie wyobrazić, by partie wokalne zostały zinterpretowane na przykład po angielsku. Stąd też pytanie – co myślicie o angielskim na okładce płyty, czy nie wydaje się on wam wrzucony tam nieco “na siłę”?
Grunniens: Niekoniecznie, jest to po prostu użyteczniejsze. Łatwiej jest zapytać o płytę nazwaną All Hail Pessimism niż, dajmy na to, Frykten for det Opprinnelige Øde. Język nie jest najważniejszy, chyba, że ktoś jest takim tru, że lubi, jak ma teksty, okładkę i całą otoczkę w języku, którego nie rozumie zupełnie.
Artur: Tak i nie. Przesłanie musi być zrozumiałe, aby każdy mógł powiedzieć, iż słucha depresyjnego black metalu. Gdyby teksty, okładka, całość została podobna w języku norweskim, większość, zwłaszcza osoby stroniące od słowników, całkowicie nie pojęłyby sedna przesłania Den Saakaldte, osoby odpowiedzialne za marketing, musiały poczynić stosowne kroki, więc wszelkiej maści napisy na produkcie zostały podane w przystępnym języku, aby każdy fan, fanatyk black metalu mógł, po przejrzeniu półek z popową muzyką, ach te zdradzieckie supermarkety, dojrzeć obiekt swojego pożądania. Żarty, żartami, ale niezależnie od adnotacji, tematyka muzyki pozostaje stała, zawarta jest w prostych sowach „black metal”, ewentualnie z dopiskiem depresyjny, samobójczy, satanistyczny, pogański, folkowy itp. itd. napisy nie mają najmniejszego znaczenia.
Callahan: Sykelig jest autorem większości tekstów, choć utrzymuje, że wkład w twórczy aspekt powstawania płyty mają wszyscy członkowie zespołu. W wywiadzie dla jednego z muzycznych serwisów internetowych stwierdził, że All Hail Pessimism to album konceptualny. Pomijając kwestię tekstów [choć w sieci można odnaleźć ich angielskie tłumaczenia], czy muzycznie można odnaleźć tutaj jakiś konkretny zamysł? Czy słuchając czuje się, że mamy do czynienia z całością?
Artur: Zamysł muzyczny w black metalu? Cholernie skomplikowana rzecz. Prawdę mówiąc, jeżeli ktoś gra tego rodzaju muzykę, musi mieścić się w kanonie dźwiękowym i na tym kończy się jakikolwiek zamysł. Muzyka jest jednym z wielu rekwizytów, buduje klimat, emocje, ale nie grasz blacku dla popisów umiejętnościowych. Gitary, perkusja, fortepian, trąbka nie ma znaczenia, tworzysz chaos i w tym tkwi siła, piękno. Wszyscy wiedzą na czym polega przesłanie konceptualne. Szybka perkusja, gitary, growl i strona liryczna dotykająca tematyki okultyzmu, satanizmu, mizantropii, nihilizmu, wojen, apokalipsy, dewiacji seksualnych itp. itd. Najgorszej strony człowieczeństwa.
Grunniens: Jeśli chodzi o to, że część utworów brzmi identycznie, to tak, jest to całość. Cały album jest zamknięty w utworach z fortepianem, co jest pewnego rodzaju klamrą (fakt, iż po ostatnim klawiszowym utworze następuje jeszcze jedna sieczka przypisuję epitetowi “drunken”). Utwory są schematyczne i pojawia się wiele podobnych rozwiązań, lecz, jako że nie znam innych albumów reprezentujących podobny nurt, nie mogłem określić, czy podobieństwo wynika z koncepcyjności, gatunku czy braku kreatywności twórców.
Callahan: Uważam, że mówienie tu o koncepcji w kwestii muzyki jest raczej naciągane. Utwory stanowią może mniejsze całości, ale nie uświadczyłem tutaj niczego, co sprowokowałoby mnie do myślenia o płycie o jakiejś zamierzonej koncepcji. Szczerze powiedziawszy nie szukałem jej i zdziwiłbym się, gdybym ją znalazł, bo nie tego spodziewam się po takiej muzyce. Dorabianie głębszej filozofii do tej płyty przez gitarzystę jest wyjątkowo naciągane.
Artur: Jeżeli grasz depresyjny black, to muzyka jest depresyjna, teksty depresyjne. Tu nie ma większej głębi, ogół zawarty jest w gatunku, nie można przekroczyć granic, ponieważ stworzysz coś zupełnie odchodzącego od podstaw.
Callahan: “It was a depressive and drunken night when Den Saakaldte was born. Alkohol made things clear.” To początek biografii zespołu umieszczonej na ich oficjalnej stronie internetowej. Grupa na każdym kroku podkreśla, że stan alkoholowego upojenia jest istotny podczas tworzenia i nagrywania muzyki, ma na nią duży wpływ. Czy poza depresją i złością słyszycie te “procenty” w muzyce? Jeśli tak, to czy działa to na korzyść, czy na niekorzyść kompozycji?
Artur: Bo na tym polega teatralność, dorabiasz historię, wydarzenia, biografię. Nie jestem w stanie stwierdzić stopnia wpływu upojenia alkoholowego na muzykę kapeli, ale jest to doskonały chwyt tworzący otoczkę, w dodatku dość spokojną, jak na resztę aktywnych kapel. Brzmi nieźle, kontrowersyjnie, ale nie wydaje mi się, iż ktokolwiek byłby w stanie stworzyć kompozycje, teksty będąc tylko pod wpływem alkoholu. Muzyka nie jest zabawą, tworzenie czegoś większego, płyty, nawet black metalowej, to wysiłek, umiejętności i przemyślenia. Ciężka praca, na trzeźwo, inaczej powstanie jedynie bezmyślna kakofonia.
Grunniens: Również nie sądzę, żeby Den Saakaldte było bardziej – za przeproszeniem – narąbane od innych muzyków black metalowych podczas nagrywania albumu. Perkusista nie gubi pałeczek, albo przynajmniej dobrze się z tym kryje, gitarzyści wiedzą gdzie przód a gdzie tył gitary, tylko czasem wokalista wymiotuje to mikrofonu, ale chyba tak miało być, więc znacznego wpływu procentów nie słychać.
Callahan: Cóż, jedni korzystają z projekcji astralnej, inni oddają w muzyce to, co przeżywają upici do nieprzytomności. Kwestia tego, czy odbiorca to słyszy, czy słowa twórców są tylko słowami, chwytem.
Artur: Tekst może i tak, jest to dość ciekawa rzecz, liryka bardzo często ociera się o grafomanię, ale muzyka wymaga koncepcji, projekcje astralne, widzę, że nawiązujesz do maudlin of the Well, to identyczny sposób na przyciągnięcie odbiorcy. Nikt nie jest w stanie stworzyć muzyki, opierając się jedynie o kilka kieliszków alkoholu, oczywiście, istnieją geniusze, ale jest to fenomen i jak większość niezwykle uzdolnionych artystów, zasługują na uwagę. Nie, nie jestem w stanie uwierzyć jedynie w alkoholowe upojenie, byłoby to zbyt łatwe, jak na muzykę graną przez Den Saakald.
Callahan: Teoretycznie można tworzyć w takich stanach nietrzeźwości czy to alkoholowej, czy narkotykowej. Dobry przykład to Hemingway, który znany był ze swego pijaństwa [ale jego można nazywać geniuszem], jeszcze lepszym – Stephem King, który przez kilkanaście lat picia i brania ciężkich drugów napisał niejedną książkę i sam przyznaje, że przynajmniej z jednej z nich, z procesu tworzenia nie pamięta absolutnie nic.
W sumie nie chodzi o to, czy muzycy mogli ustać na nogach grając, czy nie, ale o to, jak się to odbija na muzyce.
Grunniens: Można się uchlać i namalować genialny abstrakcyjny obraz, możesz być naćpany i napisać dzieło sztuki – oczywiście, o ile masz do tego naturalne pokłady talentu. Nie da się jednak zagrać czegoś po pijaku, nagrać to samo po pijaku i potem grać to w identyczny sposób na koncertach.
Callahan: Zresztą nie sugeruję, że alkohol czy narkotyki to podstawa tworzenia sztuki. Rozmawiamy o muzyce, o tym, co sprawiło, że brzmi ona tak, a nie inaczej. Skoro w co drugim zdaniu wypowiedzianym przez muzyka pojawia się alkohol – to wypada o tym wspomnieć. Skoro mamy fortepian, czy trąbkę – także warto zwrócić na to uwagę.
Artur: Oczywiście, to nieodłączne elementy kreujące wizerunek twórcy. Szczątki zwierząt, pentagramy, odwrócone krzyże, alkohol, wszystko zwracające uwagę, szokujące, pomagające, podkreślające przekaz. Czym byłoby Mayhem, nieco monotematycznie, ale traktuję ich jako idealny przykład wykorzystywania zajść około muzycznych do promowania twórczości, bez wydarzeń związanych z okładką płyty Dawn of the Black Hearts ? Zwykłą kapelą, mającą ogromne dokonania w sferze muzycznej, ale nie wyróżniającą się niczym szczególnym spośród reszty podobnych.

Callahan: Muzyka na All Hail Pessimism to nie tylko black metalowe mięcho i agresja. Słychać to od pierwszych minut płyty, gdyż otwiera ją grane w całości na fortepianie intro. Podobne przerywniki pojawiają się potem jeszcze dwukrotnie. Mało tego, mamy tutaj kilka partii trąbki, nie wysamplowanych, jak ktoś mógłby przypuszczać, lecz zagranych specjalnie na potrzeby albumu przez norweskiego trębacza, Pedera Øysetha. W utworach możemy odnaleźć wyraźne nawiązania do death i doom metalu, fragmenty śpiewane [nie tylko growlowane czy wykrzyczane], a nawet elementy prostej polifonii, czy zagrywek kojarzących się z jazzem. Jak to wszystko wpływa na muzykę – urozmaica, czy przeszkadza w odbiorze? A może są to szczegóły, które czynią ten album “strawnym”, rzeczywisty pień konstrukcji, do której dodano nieco black metalowego hałasu?
Artur: Zapytam wprost, ile słyszałeś prawdziwych, ikonowych formacji, aby określić, stwierdzić, iż Den Saakaldte nie jest standardową formacją grającą black metal? Pytanie jest proste, ponieważ Den Saakaldte to standardowy przedstawiciel tego gatunku. Panowie grają black metal, niezależnie od fortepianowych wstawek, wyimaginowanych jazzowych elementów, to w dalszym ciągu pozostaje typowym, do bólu ogranym, black metalem. Depresyjnym, mniej satanistycznym, ale cholernie stereotypowym blackiem. Nic odkrywczego, nic nowego.
Callahan: Mówiłem już wcześniej – miłośnikiem gatunku nie jestem, znawcą też nie. Ale próbowałem tego i owego – bez szczególnego efektu. Co z tego, że próbowałem słuchać różnych blackowych płyt, skoro nawet nie potrafię przypomnieć sobie tytułów owych krążków. Nawet, kiedy mocno zawziąłem się na Dødheimsgard, to wymiękłem, po prostu mnie znudziło, mimo że słuchałem nie jednej płyty. Den Saakaldte mnie nie nudzi, stąd wnoszę, że jest inne.
Artur: Widocznie odnalazłeś zespół, który jest w stanie zwrócić Twoją uwagę. Muzyka, mówiąc o identyczności, nie jest podobna w dosłowny rozumieniu tego słowa. To przedstawiciel gatunku, ale odmienny, różny. Wszystko, każda kapela tworzy swój osobliwy styl grania. To, że lubisz, podoba Ci się Den Saakaldte, nie oznacza, że pokochasz black, każdą formacje grającą tego rodzaju muzykę.
Grunniens: Zależy jak dodatki są podane. W przypadku wspomnianej przeze mnie na początku partii trąbki w Satans Synder jest to fragment, który ratuje ten kawałek od zostania beznadziejną sieczką. Do cech rozmaitych smaczków czy dodatków należy jednak to, że powinny być rozmieszczone uważnie, a nadużycie ich powoduje niestrawność. Poszczególne numery na tej płycie są wysnute z jednakowego schematu: rzeźnia, uspokojenie, wstawka trąbki czy fortepianu, dalsza rzeźnia. Rzeźnia – dodajmy – bez polotu. Ciekawych riffów można się doliczyć na palcach jednej ręki. Moim zdaniem, nie chodzi o to, żeby na bogactwo muzyki składały się elementy spoza gatunku, ale aby wykorzystać dobrze to, co gatunek daje. Zamiast grać mocno, łagodząc muzykę raz czy dwa dla kontrastu, Den Saakaldte często wprowadza elementy poza metalowe, co świadczy o tym, że chłopaki mieli aspiracje stworzenia czegoś ambitniejszego od typowego blacku. Nie była to, według mnie, próba udana. Wstęp fortepianu jest niezły, jest czymś nowym, niespodziewanym. I na tym powinno się skończyć – panowie postanowili jednak dodać jeszcze dwa utwory o takim charakterze, z czego jeden jest jakimś beznamiętnym rzępoleniem, a drugi kopią preludium albumu.
Callahan: Podsumujmy zwyczajnie – czy uważacie All Hail Pessimism za album godny uwagi, czy sami będziecie do niego wracać? Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to czy sięgniecie po pierwsze wydawnictwo i czy jesteście zainteresowani ewentualnymi kolejnymi nagraniami grupy?
Grunniens: Krótko i na temat, nie. Mam nadzieję, że jeżeli jakimś cudem panowie z Den Saakaldte dowiedzą się o moim wielkim braku zachwytu nad ich dziełem, nie staną się jeszcze bardziej smutni niż są teraz.
Artur: Nie jestem szczególnie zainteresowany, chyba, że kiedyś natrafię na informacje i będę potrzebował dawki pesymizmu, tworzonej w czasie pełni i całkowitego pogrążenia w amoku alkoholowym. Nie zachwyciło, nie poruszyło, nie skłoniło do pesymistycznych, samobójczych myśli, a to ponoć jest najważniejsze. Po co sięgać po Den Saakaldte, skoro mogę lansować się typowym przedstawicielem gatunku? Zapewne z czystej ciekawości, chęci poszukiwań. Panowie mogą kreować się na totalnych ekstremistów, ale i tak każdy wie, iż spędzili wiele godzin na komponowaniu, retuszach, obróbkach dźwięku. Warto zapoznać się z płytą, chociażby ze względy na tekst pisany w języku kolebki gatunku, ale to stereotypowe zdanie wypowiadane na zakończeni każdej recenzji. Nie jestem wyrocznią, więc nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy najnowsze dzieło Den Saakaldte komukolwiek się spodoba. Sięgnij po płytę i wyrób swoje zdanie. Ja jestem jedynie całkowicie subiektywnym recenzentem.
Callahan: Den Saakaldte spodobało mi się od początku i nadal czerpię przyjemność ze słuchania ich nagrań od czasu do czasu. Jest dla mnie bez znaczenia, czy podczas nagrywania płyty byli pijani i czy zespół powstał przy pełni księżyca. Podoba mi się muzyka, śpiewanie po norwesku i poza blackowe wstawki. Jeśli wydadzą coś jeszcze i będę o tym wiedział – na pewno posłucham. A polecam wszystkim, i miłośnikom black metalu i tym, którzy niekoniecznie lubią gatunek, bo w końcu liczy się to, czy muzyka ci się podoba, a nie to, co powie trójka samozwańczych recenzentów.
